Ciąża & poród … moje „przyjemności” z tym związane.

Wspominałam już na samym początku o swojej ciąży i trochę o porodzie, szybko i zwięźle a teraz będzie długo i mam nadzieje, że nie nudno 🙂

Ciążę przeszłam gładko, bez nudności, wymiotów, wahania nastroju, wiecznie opuchniętych stóp, bolących nóg i tych wszystkich strasznych rzeczy o których „wspaniałomyślne” koleżanki, ciotki itp. opowiadały mi odkąd ujawniliśmy światu, że spodziewamy się dziecka. Możecie myśleć sobie, że byłam szczęściarą i, że wiele z Was chciałoby tak mieć a nie wisieć pół nocy nad toaletą i płakać na reklamie proszku do prania, aleee nie zawsze wszystko co dobrze się zaczyna musi dalej trwać jak bajka.

Oto mój dzień porodu. Amelii nie śpieszyło się na świat chociaż „pomagaliśmy” jej w każdy możliwy sposób;) Na kontrolnym ktg w szpitalu po 40 tygodniu wyszło wielkie nic, odesłali mnie do domu i kazali czekać. Powiedzieli, że  jeśli za tydzień nic się nie zmieni to ze spakowaną torbą mam zgłosić się na oddział. Jak domyślacie się nic się nie zmieniło i dnia 10 lipca, środa, godzina 7:00 byłam już przy rejestracji na oddziale. Szczerze to chyba wolałabym być zaskoczona przez odchodzące wody niż przez pół nocy nie spać drugie pół chodząc w kółko i zastanawiając się jak to jutro będzie, BO TO JUŻ JUTRO! Amelia to moje pierwsze dziecko, więc nie wiedziałam „czym to pachnie” … stresowałam się, ale nie na tyle żeby się bać. Po badaniu skierowano mnie do przebierali i dali mi piżamę, wybrałam szpitalna jednorazową piżamę bo wiedziałam, że czysto przy porodzie nie będzie. Jako laik w tej sytuacji założyłam ją tyłem na przód troczkami z przodu 😉 dopiero znajoma położna uświadomiła mi jak to się zakłada ale teraz to było najmniejsze zmartwienie. Przy porodzie był ze mną mój Przemek i na początku mama. Na sali podłączono mi oksytocynę i kazali leżeć pod ktg…i tak od 7:30 do 14:00 nic się nie działo – znów! Położne tylko dziwiły się, że skurcze na ktg wzrastały a u mnie było brak reakcji, nie czułam ich…z jednej strony to fajnie, bo przy porodzie naturalnym (jaki planowałam) taki stan byłby pożądany bardzo, jednak najgorszym faktem było to, że szyjka macicy nie skracała się i nie było nadal rozwarcia. Po wszystkich zabiegach, zastrzykach i masażach które miały pomóc w mojej sytuacji dalej NIC. Minęło 6,5 godziny a tętno dziecka zaczęło skakać i zanikać, a że Amelia planowo małym dzieckiem po usg nie była lekarze nie zastanawiali się chwili i postanowili przeprowadzić cesarskie cięcie. Tak szybko zabrali mnie z sali porodowej na operacyjną, że nie zdążyłam pożegnać się z Przemkiem ani mamą. Na szczęście moja mama z zawodu jest położną (ale nie pracuje w zawodzie) i mogła być ze mną przy cc. Przemka nie wpuszczono…może kiedyś będzie i u nas jak w Ameryce, ale do tego jeszcze daleko. Nigdy nie miałam żadnej operacji, zabiegu itp. nie byłam na takiej sali i wszystko co mnie otaczało widziałam jedynie w telewizji. Zastrzyku w kręgosłup nie czułam, poważnie…adrenalina w tym momencie skoczyła mi do poziomu max. Pamiętam dobrze spokojny głos anestezjologa i jego złote oprawki od okularów, trzymał mnie za rękę i mówił, że poczuje ciepło w nogach. Kazali powiedzieć mi kiedy poczuje to ciepło i poczułam…po jednej stronie. Oczywiście powiedziałam o tym, a panie doktor (bo operowały mnie dwie kobiety) szybko zaczęły dezynfekować mi brzuch i zasłonili mi twarz parawanem. Wtedy jeszcze wszystko było dobrze. Siedziała koło mojej głowy mama i trzymała mnie za rękę, kiedy przyszło do cięcia, czułam ogromny nacisk po jednej stronie a przechodząc na stronę lewą przeobraziło się to w ogromny ból !!! Tak czułam wszystko, jak mnie tną. Winą tego było złe rozejście się znieczulenia, bardziej na prawą stronę (myślę,że gdyby chwilę można było by zaczekać to znieczulenie było by pełne). To co działo się ze mną kiedy trwało cięcie było najgorszą rzeczą w moim życiu. Nikomu nie życzę tego bólu, czułam się jak by rozszarpywało mnie jakieś dzikie zwierzę, bo przy takim porodzie niestety też trzeba znaleźć, dobrze złapać i wyjąć dziecko przez nienaturalny otwór. Czułam jak lekarki mnie szarpią dosłownie, bo wyginałam się w bólu jak opętana-słowa mojej mamy, która miała rany na ręce od moich paznokci. Nie wiem ile to trwało, zaraz przybiegł anestezjolog i pytał się lekarek czy można przerwać na chwilę, na co usłyszałam „nie tniemy już macicę”… więc jedynym wyjściem była morfina. Widziałam kątem oka jak mi ją podawano, momentalnie odpłynęłam. Nic nie czułam. Słyszałam tylko jak Amelia płacze i wiedziałam, że już wszystko będzie dobrze, bo Ona żyje! Zamknęłam oczy i miałam dość. Podczas zszywania miałam dziecko cały czas przy sobie. Była taka ciepła, milutka w dotyku i duża! Ważyła ponad 4 kg. W tamtym momencie liczyło się tylko to, że usłyszałam jak płacze…napięcie opadło razem z kamieniem z serca. Niech mi ktoś powie,że „ooo cc, to Ty nie rodziłaś” albo „ze znieczuleniem to nie poród” … tak jak kiedyś usłyszałam to powtarzam : za to nikt matce medalu nie daje, pomnika nie buduje, a poród to poród… drugiego tak wyczerpującego psychicznie i fizycznie zdarzenia nie ma. Każdej rodzącej kobiecie należy się ogromny szacunek za to! Myślałam, że po takiej traumie nie będę chcieć kolejnego dziecka, ale jak to się mówi „szybko się zapomina” 🙂 ja nie zapomnę, ale macierzyństwo wynagradza mi z każdym dniem ten ból i wiem, że przy kolejnym dziecku też zniosę wiele jeśli tak się przydarzy, ale nie zakładam najgorszego;) Mam nadzieję, że nie zanudziłam, ale jakoś wcześniej nie miałam ochoty o tym mówić na głos, minęło już sporo czasu i uporałam się z tym (psychicznie-bo tam była największa rana).

Wszystkim przyszłym mamom życzę najlepszego i łatwego 😉 porodu, dużo cierpliwości i wytrwałości bo warto, dziecko wynagradza wszystko <3

DSCF3646 DSCF3644 DSCF3640 DSCF3651 WP_20130711_019

 

Do następnego, xox.

7 komentarzy

  1. Mój poród to trauma i skuteczna antykoncepcja na całe życie, nigdy więcej. Ja przy tym miałam jeszcze straszną ciąże, więc za ten interes podziękuje.

  2. Ja całą ciąże miałam problemy…ale nie typu wymioty tylko co chwila w szpitalu bo plamiłam czy jakaś grypa żołądkowa…mój lekarz prowadzący pracuje w szpitalu i jak widział, że coś jest nie tak szybko lądowałam w szpitalu, pierwsze dziecko straciłam na początku ciąży i moja Amelka była bardzo wyczekiwana około 10 tyg też zaczęły się problemy ale na szczęście miałam dobrego lekarza, od samego początku zdecydowaliśmy się na cc nie tylko z uwagi na poronienie ale z powodu mojej epilepsji bałam się najgorszego, że dostanę drgawek itp i nie dam przez to rady na naturalnym, nie zapomnę jak dzień przed terminem porodu trafiłam do szpitala gotowa do porodu całą noc nie spałam byłam przerażona i zdenerwowana a tu pasowałoby odpocząć masakra jakaś jak przyszło cięcie nie mogli mi się wbić z znieczuleniem i powiem ci że tez wszystko czułam ale nie tak boleśnie jak ty strasznie Ci tego współczuje, czułam jak szarpią ciągną tną przedziwne uczucie, później widok Amelki moje łzy i jeszcze młoda nic nie zapłakała myślałam że coś jest nie tak a tu się okazało że dopiero jak z nią wyszli do taty to dała o sobie znać :D:D różne są odczucie każda ma swoje ale to że ktoś ma cc nie jest gorszą matką też mnie wkurza takie podejście ale i tak najważniejsze są nasze kochane słodziaki 🙂

  3. Witaj, tez mialam cesarke, ale nieplanowana.
    Moje pytanie brzmi: po jakim czasie zaczelas funkcjonowac normalnie, wstawac bez podparcia sie?
    ile czasu trzeba zeby byc taka osoba jak wczesniej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 + 18 =

Mamowymi Oczami